poniedziałek, 24 czerwca 2013
część 8
- Co się stało? Coś Ci jest, boli Cię coś?
- Nie, już okej. - uśmiechnęłam się słabo.
Z pomocą Agnes poszłyśmy do salonu, pomogła mi usiąść na kanapie, po czym poszła do kuchni. Wróciła z wodą i amfą. Wciągnęłam i od razu poczułam się lepiej.
- Wiesz, chciałabym podziękować Ci za to wszystko, co dla mnie robisz - zaczęłam i przysunęłam się do niej. Od jakiegoś czasu czułam do niej coś więcej, niż tylko przyjaźń. Popatrzyłam jej głęboko jej piękne, niebieskie oczy. - Dziękuję Ci za to, że jesteś, Kocham Cię. - po tych słowach pocałowałam ją. Ten pocałunek był niesamowity, coś nie do opisania! Jej usta były tak aksamitnie delikatne, jeszcze nigdy nie spotkałam się z takim uczuciem, w moim brzuchu zrobiło się tak przyjemnie ciepło. Zdziwiłam się, odwzajemniła mój pocałunek. Z każdym kolejnym muśnięciem jej cudownych ust pragnęłam coraz więcej, pragnęłam, żeby była cała moja. Wplotłam swoje ręce w jej włosy, a ona włożyła mi swoje ręce pod moją bluzkę. Niestety, ktoś nam przerwał.
- Ale mam ka... - wszedł do salonu Axl, który wszystko zepsuł. Speszyłyśmy się i odsunęłyśmy się trochę od siebie. - Ah, najmocniej przepraszam, już się wycofuję, kontynuujcie. - powiedział, ale nie wyszedł.
- Chodź tutaj, i tak już wszystko zjebałeś. - powiedziałam ze śmiechem.
- Nie mam czasu, muszę iść coś załatwić. Macie może jeszcze trochę towaru? Muszę jakoś funkcjonować.
- Jasne, w kuchni na stole.
Po czym poszedł do kuchni. Gdy już wyszedł, zwróciłam się do Agnes.
- Co z nami będzie?
- Słuchaj, przyjaźnimy się już bardzo długi czas, lecz od bardzo dawna mi się podobasz. Zakochałam się w Tobie. Będziesz moją dziewczyną?
Ugięły się pode mną kolana, bardzo chciałam z nią być, jednak nie umiałam wydobyć z siebie ani jednego słowa. Po moich policzkach płynęły łzy.
- Kochanie, nie płacz, proszę. Jeżeli tego nie chcesz, okej, zrozumiem.
Nie powiedziałam nic, tylko znów ją pocałowałam, tak, jakby miał to być ostatni pocałunek w moim życiu.
- Hm, to chyba oznacza tak? - powiedziała Agnes, zniewalająco się od mnie uśmiechając.
Cały dzień spędziłyśmy na oglądaniu filmów w przerwach na całowanie, a wieczorem, gdy już zasnęła, patrzyłam się na nią długo rozmyślając nad tym wszystkim i myśląc, jakie mam szczęście, że ją mam. Pocałowałam ją w czoło na dobranoc, przytuliłam się do niej, i usnęłam.
sory kicie, że tak długo nie pisałam, w wakacje może nadrobię :((
środa, 24 kwietnia 2013
część 7. +18 OHOHOHOHOHO
- No cześć, jestem Agnes. - powiedziała przyjaciółka z uśmiechem, widząc w rękach Axla działkę narkotyku.
- Cześć. Macie coś do picia? - spytał Axl, uśmiechając się do Agnes.
- Kawa, herbata? - zaproponowała zauroczona Agnes, wpatrując się w oczy Axla z pożądaniem.
- Wolałbym raczej coś mocniejszego, macie coś?
- Tak, już Ci daję. - powiedziała, wycofując się z przedpokoju Agnes, wciąż na niego patrząc.
Gdy już wyszła, powiedziałam Axlowi:
- Masz jej nie podrywać, jest dla mnie jak starsza siostra i nie pozwolę Ci jej skrzywdzić! Co to w ogóle było, co? Czy Ty mnie w ogóle słuchasz?!
- Co? Coś mówiłaś? - powiedział Axl, najwyraźniej wybudzony z transu.
- Masz jej nie podrywać, jest dla mnie jak siostra i nie pozwolę Ci jej skrzywdzić. - powiedziałam z dziwnym spokojem.
- Jasne, jasne. Nie podrywać.
- Mam whiskey!
- Świetnie, chodź! - objął ją ramieniem i ruszyli w stronę kuchni. Oczywiście ruszyłam za nimi, nie chcę żeby cokolwiek między nimi zaszło.
Po paru godzinach rozmawiania i picia podłączyliśmy gramofon i włączyliśmy Led Zeppelin - Stairway to heaven, i obejmując się w trójkę zaczęliśmy kołysać się w rytm muzyki.
Usiadłam na chwilę, by odpocząć, byłam już zmęczona, a w głowie szumiało od nadmiaru alkoholu. Popatrzyłam na Axla i Agnes. Patrzył się w jej oczy, był jak zahipnotyzowany. Pocałował ją. Od razu odzyskałam świadomość umysłu. Podeszłam do nich i nawet nie wiem, po co to zrobiłam. Odepchnęłam Agnes od niego i pocałowałam go namiętnie.
Chwilę po tym, cała trójka, czyli ja, Axl i Agnes, wylądowaliśmy w moim łóżku. On rozłożył się nagi na środku łóżka, gdy my jeszcze się rozbierałyśmy.
Gdy obie byłyśmy nagie, wskoczyłyśmy do łóżka. Ja usiadłam na jego brzuchu i zaczęłam go całować, schodząc coraz niżej, a Agnes nachyliła się nad jego kroczem zaciskając drobne dłonie na udach rudego, jednocześnie przesuwając językiem wzdłuż jego penisa. Po pięciu minutach Agnes rozkraczyła nogi i usiadła na niego, głośno jęcząc, przy czym pieściła moje piersi.
Przestałam go całować i pieścić, i usiadłam na jego twarzy. Wtedy on wsadził język do mojej waginy i zaczął nim kręcić na wszystkie strony. Orgazm przyszedł natychmiast, było mi zajebiście. Moje jęki można było usłyszeć w każdym zakątku mojego mieszkania. Słyszałam, że Agnes też dochodzi. Zeszłam z jego twarzy i położyłam się obok Axla. Chwilę później Agnes z rozkoszą wypisaną na twarzy osunęła się na nagi tors Axla. Gdy już wszyscy doszli do siebie, Agnes dała nam wszystkim jointy. W spokoju rozkoszowaliśmy się chwilą, po czym zasnęłyśmy nagie, wtulone w jego tors.
SZCZEGÓLNE PODZIĘKOWANIA DLA KASI, DZIĘKI KICIA, ŻE MI POMOGŁAŚ <3
DOBRANOC
wtorek, 2 kwietnia 2013
część 6.
Chciałam wstać, ale strasznie bolała mnie głowa. Miałam kaca.
Obróciłam się w stronę stolika nocnego, poszukałam po omacku telefonu i zadzwoniłam do Agnes. Po długim oczekiwaniu, odebrała. Zaczęła drzeć mi się do ucha, że zaraz będzie. Zdołałam powiedzieć 'Kup mi coś na kaca', rozłączyłam się i dalej poszłam spać.
Po dwudziestu minutach w przedpokoju rozległ się straszny hałas, rozsadzało mi głowę. Zaczęła się drzeć, że ma towar.
- Zamknij ryj, głowa mnie boli. - zdołałam powiedzieć, choć dużo mnie to kosztowało.
- Nie marudź, zrobię Ci jointa. - powiedziała już ciszej moja przyjaciółka.
Gdy zapaliłam, od razu poczułam się lepiej.
- Zrobisz mi zimny okład? Strasznie głowa mnie boli. - powiedziałam słabo.
- To na kaca nie pomoże!
- To co proponujesz? - zapytałam już trochę bardziej ożywiona.
- Dziś załatwiłam coś mocniejszego bo wiedziałam, że będzie trzeba przywrócić Cię do świata żywych. Masz straszne wory pod oczami. Hm. - przyjrzała mi się dokładniej. - schudłaś trochę. Swoją drogą, co Ty wczoraj brałaś, że miałaś aż tak dobry humor? Wydaje mi się, że to nie była amfa, co nie?
-Owszem, to był speed ale podany w inny sposób. Dał mi w żyłę, mówię Ci, uczucie zajebiste! - powiedziałam podekscytowana.
- Masz jakieś strzykawki? Muszę koniecznie spróbować!
- Coś Ty, nie mam. Widzisz, jak mamusia o mnie dba?
Patrzyłam na Agnes, która krzątała się po domu.
- No kurwa, dajesz ten towar czy nie?! - powiedziałam trochę poddenerwowana.
- Boże, chwila no! Swoją drogą.. - jak mnie ona denerwuje. Cały czas powtarza 'swoją drogą'. - mogłabyś ruszyć ten tyłek, nie jesteś obłożnie chora. A, i masz mi oddać za wczorajszy towar i dzisiejszy.
I tak zostałam w łóżku. Nie chciało mi się wstawać, a Agnes przyniosła mi moją działkę.
- Chodź tu. wysypała na moje biurko biały proszek i podzieliła go.
- Co to jest?
- Kokaina.
Najpierw Agnes sama wciągnęła, a potem dała mi.
Na efekty nie trzeba było długo czekać, parę chwil później miałam wspaniały humor. Wyszłam na balkon i krzyknęłam:
- Dzień dobry LA!
Po czym usłyszałam jakiś dziwnie znajomy głos:
- Dzień dobry! - spojrzałam w dół. Osoba ta machała do mnie lewą ręką, a w prawej trzymała bukiet kwiatów. Uśmiechnął się, po czym wszedł do mojego bloku.
Usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Agnes! Otworzysz?
- Nie mam czasu, sama sobie otwórz, nie jestem Twoją służącą, żeby drzwi otwierać!
- To się pierdol. - dodałam pod nosem i udałam się w kierunku drzwi.
- Witam, to dla pięknej pani. - powiedział z uśmiechem, gdy otworzyłam drzwi.
- Proszę, wejdź.
- Nie jesteś skacowana?
- Hm. Byłam, ale moja kochana przyjaciółka załatwiła towar dziś rano. - gdy to mówiłam, cały czas uśmiechałam się, narkotyk działał bardzo silnie.
- Oh, to niepotrzebnie przyniosłem to? - powiedział i wyjął z kieszeni spodni działkę jakiegoś narkotyku.
Uśmiechnęłam się szeroko, podeszłam do niego i uwodzicielsko na niego spojrzałam, po czym zawiesiłam swoje chude ramiona na jego szyi.
- Wiesz, niezupełnie.
- Amanda do cholery... - z pokoju wyszła Agnes, wszystko psując.
- Hm, poznajcie się. To jest Axl.
niedziela, 24 marca 2013
część 5.
Gdy z Agnes wchodziłyśmy, kelnerzy patrzyli się dziwnie na moją koleżankę.
- Cześć.. hm... - kelner nie miał plakietki.
- Axl jestem. - odpowiedział z uśmiechem, ściskając moją rękę.
- Cześć Axl, słuchaj, podano mojej koleżance pigułkę gwałtu, tak przypuszczam.
- I...?
- Po prostu myślę, że to jakiś kelner to zrobił.
- Wiesz co, zapraszam na zaplecze... - zrobił pytającą minę.
- Ah, jestem Amanda.
- Hm, na pewno nie ja, wczoraj mnie tu nie było, ale był tu za mnie Saul, już niejeden raz tak zrobił ale jakoś mu się upiekło. - kontynuował już na ciasnym zapleczu.
- Co za niewyżyty dupek, ja pierdolę.
- Co poradzisz, nic nie możesz zrobić, on ma wszędzie tyle układów i znajomości, że od wszystkiego się wywinie.
- To co proponujesz?
- No nie wiem, mogę z nim pogadać, ewentualnie Was ze sobą poznać i powiedzieć, żeby przynajmniej Wam nic nie zrobił.
- Ale czekaj... - zapomniałam o jednej ważnej rzeczy. Przecież on mógł ją wydymać. - są tutaj, na zapleczu, kamery?
- No tak, a co? Ah, tak. Chodź do biura.
Wyszliśmy z zaplecza i szliśmy w kierunku wyjścia. Pijane nastolatki zaczepiały Axla. Zatrzymaliśmy się przy wejściu. Po prawej stornie, przy trochę śpiących już ochroniarzach były drzwi do biura. Weszliśmy i Axl pokazał mi nagranie z wczorajszego wieczoru.
- Jezu... - nie wierzyłam własnym oczom.
Wysoki facet o bujnych lokach wszedł z Agnes. Była trochę otumaniona i chyba nie wiedziała, co się z nią działo. Całował ją po szyi, nawet się nie opierała. Potem zdjął jej krótkie spodenki i zsunął swoje skórzane spodnie do kolan i po prostu ją rżnął.
Spojrzałam kątem oka na Axla. Po jego minie wywnioskowałam, że nawet mu się to podoba.
- I co, według Ciebie to w porządku?
- No nie, jasne, że nie. Ale tak czy tak, nic na to nie poradzisz.
- Człowieku, on ją zgwałcił!
- Nie dramatyzuj. Masz, nie musisz płacić. - wręczył mi znaną mi już dobrze ampułkę. Chciałam ją wyspać na biurko, ale mnie uprzedził.
- Poczekaj, masz. - wyciągnął z szuflady strzykawkę.
- Ale ja nie chcę, boję się strzykawek i zastrzyków! - krzyknęłam i odsunęłam się o krok.
- Zaufaj mi. - powiedział tylko.
Napełnił strzykawkę amfetaminą, zacisnął pasek na moim ramieniu i wcisnął strzykawkę w wewnętrzną część ramienia.
Czułam się wspaniale, lepiej niż po wciąganiu. Całą noc tańczyłam, niczym się nie przejmując.
czwartek, 14 marca 2013
część 4
W 'Stereo' wciągnęłam amfetaminę i od razu poczułam się lepiej. Agnes też wciągnęła i poszła tańczyć. Ja natomiast rozmawiałam z ludźmi, którzy jeszcze nie wciągali. Czułam się w pewnym sensie od nich lepsza, gdyż o wszystko mnie pytali. Byłam bardzo rozmowna, więc na wszystkie pytania chętnie odpowiadałam, ale po chwili mi się to znudziło i poszłam od nich. Znajomy dał mi zajarać marychę. Nawet nic za to nie chciał, co było dziwne.
Gdy wypaliłam, poszłam szukać Agnes, jednak nie mogłam jej znaleźć. Popytałam trochę znajomych i jeden z nich powiedział mi, że ostatnio widział ją, gdy wchodziła do łazienki. Poszłam więc tam.
- Agnes?! Gdzie jesteś?!
Kopałam wszystkie drzwi od kabin po kolei, by w końcu znaleźć Agnes. Znalazłam ją w ostatniej kabinie, leżała nieprzytomna.
- Agnes, Ty żyjesz? Agnes! - sprawdziłam jej tętno. Żyła. Odetchnęłam z ulgą. Po chwili się ruszyła.
- Co jest? Zostaw mnie! - wstała i wyszła. Tak po prostu.
Wstałam i rozejrzałam się po kabinie. Żadnych śladów, igieł, krwi, czy chociażby łyżki. Czyli wszystko w porządku.
Poszłam z powrotem na salę. Agnes właśnie piła drinka.
- Odstaw to, wracamy.
- Co? Ja nigdzie nie wracam, weź się odpieprz.
- Wracamy! - szarpnęłam ją za ramię i pociągnęłam w stronę wyjścia.
- Co to było? Dlaczego zemdlałaś w łazience? - wydarłam się na nią, kiedy wyszłyśmy już z klubu.
- Co? Ja... ja nic nie pamiętam!
- Serio, kurwa, serio?! Wkurzasz mnie.
Wracałyśmy do domu nic nie mówiąc.
Rano, gdy wstałam Agnes już nie było. Drzwi otwarte - fajnie, nawet nie pomyślała, żeby zamknąć na klucz, który leżał na półce. Poszłam zobaczyć, czy zabrała swoje rzeczy. Zostawiła je!
Zrobiłam sobie śniadanie i kawę. Gdy kończyłam jeść, usłyszałam dzwonek do drzwi. Ujrzałam w nich Agnes! W dłoniach miała siatki z zakupami.
- Heej, mogę wejść?
- No, tak. Jasne, wchodź.
- O, widzę, że kończysz już śniadanie, szkoda. Zrobiłam zakupy.
- Możesz je zabrać do siebie. - może byłam dla niej zbyt szorstka, ale należało się jej po tym, jak mnie potraktowała wczoraj wieczorem.
- Słuchaj, ja nie pamiętam, co się wczoraj wydarzyło, ale przepraszam.
- Na serio nic nie pamiętasz?
- Tak, mam nadzieję, że nie sprawiłam Ci przykrości.
Zastanowiłam się nad tym, co mi powiedziała. Może ktoś jej czegoś dosypał? Przecież praktycznie cały czas piła drinki.
Wysypałam połowę ampułki i wciągnęłam. Od razu poczułam się lepiej. Agnes chyba wciągnęła, bo miała rozszerzone źrenice.
Wieczorem poszłyśmy do słynnego już klubu, jednak ja nie poszłam tam, żeby się bawić, poszłam, by dowiedzieć się, dlaczego Agnes nie pamiętała dzisiejszej nocy.
no tak, pewnie jest w chuj błędów, ale to dzięki Kasi, która mnie popędzała. pozderki <3
piątek, 8 marca 2013
INFO, BOŻE, JESTEM GŁUPIA
czwartek, 7 marca 2013
część 3.
Cały czas myślałam nad tym, czy spróbować tego leku. Nadchodził sprawdzian z matematyki, której tak bardzo nienawidzę, postanowiłam spróbować.
Na początku nie wiedziałam, jak się do tego zabrać. W końcu przypomniało mi się, że moja koleżanka Eveline, która mi to dała, powiedziała, że to się wciąga, lub jak kto woli, dać w żyłę. Przed strzykawkami uciekałam jak przed ogniem, więc pozostało wciąganie. Wysypałam z ampułki to 'lekarstwo' i się przyjrzałam. Wyglądało to jak mąka, nie miało zapachu. W końcu postanowiłam spróbować. Oczywiście mamy znowu nie było w domu, więc nikt nie mógł mi przeszkodzić. Wciągnęłam to nosem, nie dałam rady wszystkiego wciągnąć, dlatego połowę sobie zostawiłam. Nagle miałam ochotę na wszystko! Uczyłam się i przychodziło mi to z łatwością! Wiedza sama wchodziła mi do głowy, a po paru godzinach uczenia się nadal miałam chęć do życia, chciałam tańczyć, śpiewać, miałam świetny humor!
Poszłam do szkoły, niestety już nieco przymulona, dlatego poszłam do szkolnej toalety, by znów mieć chęć życia. Od razu miałam lepszy humor, zamiast pyskować nauczycielom, miałam bardzo dobry humor i cały czas ich zagadywałam, co chyba spodobało się reszcie klasy, bo stracili przez moje gadanie połowę lekcji.
Sprawdzian z matematyki poszedł mi śpiewająco, podejrzewam, że nawet kujony, które liżą dupy wszystkim nauczycielom i mają same 5, napisały dziś gorzej ode mnie, bo dział był na prawdę trudny.
Zaraz po szkole wpadła do mnie Agnes, bo chciałam jej powiedzieć o tym cudownym leku. Opowiedziałam jej, a ona, że też chce spróbować. Zadzwoniłam więc do Eveline i poprosiłam, żeby załatwiła nam po ampułce.
- Ale wiesz, tym razem będzie to trochę kosztować. - stwierdziła niepewnie dziewczyna.
- Dużo? - coraz bardziej chciałam jeszcze raz poczuć się tak jak wtedy, tak zajebiście wolna od wszystkich problemów.
- Jak dla Was cena hurtowa, 30 zł.
- No dobra, przyjdź do parku, tam gdzie wtedy.
- Wiesz, wolę raczej nie. Może mogłabym przyjść do Ciebie do domu?
- No dobra, ale dlacze.. - rozłączyła się. No nic, zapytam się jej później, jak przyjdzie.
Za niecałe 20 minut była już pod moimi drzwiami. Weszła do domu, jakby chciała, żeby nikt jej nie widział.
- Masz, dawaj kasę, śpieszę się.
Wcisnęła mi dwie ampułki.
- Kasa!
- Najpierw mi powiedz, co to jest. Co to za lekarstwo, nawet nie wiem co mi dajesz!
- Amfetamina.
- ŻE CO?
- Amfetamina. Taki narkotyk. Jak wzięłaś już raz, nie wywiniesz się z tego, maleńka. No nic, ja muszę lecieć, trzymaj się. Masz - dała mi jakąś kartkę. - tu są numery dilerów.
Kurwa, w co ja się wkopałam. Niby nie chciałam tego ciągnąć, ale chęć wciągnięcia była tak duża, że nie mogłam już wytrzymać, choć to tylko parę godzin. Dałam kasę Eveline, po czym ona poszła.
- Agnes, w co my się wplątałyśmy.
- Sama mówiłaś, że po nim świetnie się czułaś, więc nic nie mów, tylko daj mi moją ampułkę.
- Masz, bierzesz to na swoją odpowiedzialność.
Usiadła na podłodze, by dosięgnęła do mojego stolika nocnego. Powiedziałaś, jak to zrobić, gdy wciągała, przyjrzałaś się jej uważnie. Oparła się plecami o moje łóżko i zamknęła oczy. Chwilę po tym wstała, włączyła radio (tak, czasem lubię posłuchać trochę komerchy) i zaczęła tańczyć i śpiewać.
- Masz rację, to jest świetne! No dawaj, wciągnij!
Powtórzyłam tę samą czynność, co Agnes przed chwilą. Potem dołączyłam do niej.
Wieczorem w łóźku zastanawiałam się nad tym, w co ja się wpakowałam. To prawda, speed nie działał na mnie źle. Postanowiłam na razie nic z tym nie robić.
Rano mama poinformowała mnie, że nie będzie jej przez weekend, wróci dopiero w poniedziałek po pracy. Dziś piątek, czyli nie wróci już do domu na noc! No to miałyśmy z Agnes wolną chatę, znowu! Jak dobrze, że nie zaproponowała mi, żebym pojechała do taty.
- Halo? Agnes? Mam wolną chatę na weekend!
CDN...
wtorek, 5 marca 2013
opowiadanie cz. 2
- Słuchaj, nasza sąsiadka widziała Cię z Agnes o 3 nad ranem, jak wchodziłyście do klatki.
- No bo.. bo ona dziś u mnie nocowała i postanowiłyśmy pójść do sklepu całodobowego po chipsy.
- No dobra... idź już.- czułam, że nie do końca mi wierzyła, ale w końcu dała mi spokój.
Poszłam do pokoju i siedziałam do wieczora przed laptopem. Wieczorem przyszła do mnie mama.
- Kochanie, może pojechałabyś w tym tygodniu do taty? - nie wspominałam? Moi rodzice się rozwiedli, gdy miałam 5 lat. Od tego czasu co jakiś czas jeżdżę do taty, wtedy też chodzę do szkoły, tata mieszka 25 min. od mojej szkoły, po drugiej stronie Warszawy.
- No nie wiem, tata mówił, że wyjeżdża w delegację.
- Porozmawiam z nim, może pojedziecie razem.
Nawet nie zapyta, czy ja tego chcę, strasznie mnie to denerwuje, że porusza mną jak marionetką, to straszne. Jeszcze tylko 3 lata i mnie u niej nie będzie, wylatuję do stanów, do cioci.
Znowu wsadziłam nos w komputer i włączyłam Marilyna Mansona, żeby ją zdenerwować. Wyszła, mówiąc coś w stylu 'czego Ty słuchasz, dzieciaku'. Wzięłam głośność na full, zaczęłam śpiewać i machałam głową.
Następnego dnia powiedziałam mamie, że głowa mnie boli, powiedziała, że mam nie udawać, po prostu mogę zostać w domu. Gdy wyszła do pracy, poszłam do parku pospacerować. Wydawało mi się, że co czwarty przechodzeń to ćpun. Usiadłam na ławce. Po chwili obok mnie usiadła jakaś dziewczyna, okazało się, że to moja przyjaciółka ze starej szkoły.
- Jak Ci idzie w szkole?
- Mogło być lepiej.
- Wiesz co, mam taki świetny lek, który pomógł mi w nauce.
- Lek? Jaki?
- Nie znam nazwy, ale on na prawdę jest super, przetestowany przeze mnie! Masz - wcisnęła mi małą ampułkę do ręki. - jak będziesz chciała - spróbujesz.
- Jasne, hm, dzięki! Daj mi swój numer telefonu, może się jeszcze zdzwonimy!
Pożegnałyśmy się i poszła w swoją stronę.
Tymczasem zadzwoniła do mnie Agnes. Tym razem to ja miałam u niej 'nocować'. Jej rodzice wyjeżdżają na weekend.
Znowu poszłyśmy do 'Stereo', ale przedtem cały czas myślałam o tym, czy rzeczywiście myślałam, czy nie spróbować tego 'leku'.
W klubie znów świetnie się bawiłyśmy. Miałyśmy stałą paczkę. W pewnym momencie ktoś zapytał nas, czy zapalimy skręta. Trochę się wahałyśmy, ale w końcu zapaliłyśmy. Leżałyśmy potem na kanapach i rozkoszowałyśmy się, niczym nie martwiąc.
CND...
czwartek, 28 lutego 2013
NOWE OPOWIADANE, CZ. 1
Poranne promienie słoneczne zmusiły mnie, bym w końcu wstała. Tak bardzo nie chce mi się iść do szkoły, choć nie powiem, uczę się nieźle, przez to moja mama nie interesuje się mną. Gdy miałam 6 lat, mój tata zmarł. Przez to zaczęłam się dobrze uczyć, by zapomnieć.
Moja najlepsza przyjaciółka, Agnes, mieszkała nade mną, więc codziennie przed szkołą po mnie zachodziła. Tak było i tym razem.
- Hej, hej! Wiesz co.. nie chce mi się iść do szkoły, może byśmy tak.. - powiedziała. Czytała mi w myślach!
- Wiesz, że też o tym pomyślałam? To gdzie idziemy?
- Może pójdziemy do kawiarni w centrum?
- Jasne! Zostaw u mnie plecak, i tak moja mama wraca późno, zdążymy wrócić.
Gdy byłyśmy w kawiarni, zadzwoniła do mnie mama.
- Halo? Mamo? Wiesz, jestem w szkole, nie za bardzo mogę rozmawiać.
- Chciałam Ci tylko powiedzieć, że nie wrócę na noc do domu, będę jutro po pracy, pa!
Jak tylko się rozłączyłam, posłałam tajemniczy uśmiech Agnes.
- Co jest? Mów, nie patrz się na mnie jak opętana!
- Mama nie wraca na noc!
- Przyjdę do Ciebie, co?
- To możesz powiedzieć swojej mamie! Idziemy na imprezę!
- Ale w co się ubierzemy?!
- ZAKUPY! - krzyknęłyśmy obie.
Zapłaciłyśmy za nasze shake i wyszłyście.
Po dwóch godzinach łażenia po sklepach, poszłyśmy do domu, bo i tak nikt nie będzie wiedział, że dziś nie byłyśmy w szkole.
Po powrocie szukałyśmy jakiegoś przyzwoitego klubu w internecie. Znalazłyśmy klub o nazwie 'Stereo'. Postanowiłyśmy przebrać się w nowe ciuchy. Agnes założyła luźną bluzkę w etniczne wzory na grube ramiączka, krótkie spodenki, zakolanówki i krótkie czarne trampki converse, a ja założyłam sukienkę w kwiatki i czarne lity. Do tego makijaż, malowałyśmy się nawzajem, świetnie się przy tym bawiłyśmy. ma miałam loki, a Agnes wyprostowane.
O 20:30 wyszłyśmy z domu. Wpuścili nas bez większych problemów. Potańczyłyśmy trochę, potem poszłyśmy się napić. Zamówiłyśmy jakieś drinki. Poznałyśmy trochę ludzi, dołączyłyśmy do większej grupki i tańczyłyśmy razem z nimi. Potem poszłyśmy do łazienki. Agnes poprawiała makijaż, a ja poszłam do toalety. Zobaczyłam, że w jednej kabinie są uchylone drzwi. Podeszłam do nich i je otworzyłam. Przeraziłam się. Zobaczyłam ćpuna, leżał, nie ruszał się, a z jego przedramienia wystawała mu strzykawka. Bałam się cokolwiek powiedzieć. Cofnęłam się. Przestraszyłam się jeszcze bardziej, jak się ocknął. pozbierał swój 'sprzęt' i wyszedł, a ja cały ten czas patrzyłam się na niego z otwartymi ustami. Wróciłyśmy na salę, a ja podeszłam do baru i powiedziałam do kelnera:
- Podwójną poproszę.
CDN...
W końcu to napisałam :O jak się podoba? :3
piątek, 8 lutego 2013
opowiadanie rozdział 18
Obudziłaś się z obandażowanymi rękoma w nadgarstkach. Nie pamiętałaś, co się dzieje. Przyjrzałaś się bliżej pokojowi. Stwierdziłaś, że jesteś w izolatce. Po chwili wszedł jakiś lekarz wraz z Twoją mamą. Był ubrany w biały kitel, wyglądał jak szalony naukowiec przez te nastroszone włosy. Mama wyglądała na bardzo zmartwioną.
- Witam, rozmawiałem już z Twoją mamą i postanowiliśmy po Twoim leczeniu wysłać Cię do szpitala psychiatrycznego. - w jego ustach to brzmiało jakby powiedział 'hej, idziemy do wesołego miasteczka!'. Irytował Cię. Ale zaraz zaraz. Co on powiedział?
- Że co proszę? Nie wyślecie mnie do wariatkowa, co to to nie!
- Ale kochanie, to... - nie zdążyła dokończyć moja mama.
- Dla Twojego dobra, wiem, ale ja tam nie chcę! Robicie ze mnie jakiegoś świra! - po tych słowach odwróciłaś się do nich plecami.
W końcu wyszli, miałaś już ich dosyć.
Na stoliku przy łóżku leżał Twój telefon. Wybrałaś numer swojej przyjaciółki, ale w ostatniej chwili, gdy już miałaś do niej zadzwonić, powstrzymałaś się i rzuciłaś telefonem o ziemię. Rozpadł się na kawałki.
Postanowiłaś ze sobą skończyć. Te cudowne wakacje zamieniły się w piekło na ziemi. Wstałaś z łóżka i podeszłaś do okna. Pierwsze piętro. Gdybyś skoczyła, pewnie uszłabyś z życiem, najwyżej cierpiałabyś jeszcze bardziej, gdyż cała byś się połamała. To nie miałoby najmniejszego sensu i zamknęliby Cię jeszcze szybciej. Usiadłaś na łóżku i zaczęłaś myśleć, jak popełnić samobójstwo.
Sprawy zeszły dalej niż samobójstwo, David. Nawet nie przyszedł. Nie mam już dla kogo żyć.
Powiesić się? Nie. Zbyt oczywiste. Rzucenie się pod pociąg? Nie wypuszczą Cię ze szpitala.
Wpadłaś na genialny pomysł i postanowiłaś od razu wprowadzić go w życie.
Po ubłaganiu, byś wyszła z izolatki, postanowiłaś udać się do apteki niedaleko szpitala.
- Dzień dobry, poproszę jakieś tabletki nasenne, 3 paczki.
Pani dziwnie się popatrzyła, ale sprzedała Ci je. W sumie, byłaś w szpitalnej piżamie, też byś się zdziwiła, gdybyś zobaczyła kogoś takiego na ulicy.
Poszłaś do parku przed szpitalem. Usiadłaś na ławce i rozpakowałaś tabletki. Trochę się denerwowałaś, ale już nie chciałaś żyć. Do dupy z takim życiem. Stało się. Połknęłaś tabletki. Niedługo po tym, Twoje serce przestało bić.
Znalazł Cię David. Płakał. Twój pogrzeb odbył się bardzo uroczyście, przyszli wszyscy Twoi znajomi, rodzina, nawet Francisco.
David niedługo po tym nie chciał poznawać nikogo innego, więc wstąpił do zakonu.
PODOBAŁO SIĘ? SKOŃCZYŁAM, BARDZO PROSZĘ O KOMENTARZE, TO DLA MNIE BARDZO WAŻNE, UWIELBIAM JE CZYTAĆ <3
Piszcie też, o czym chcecie następne opowiadanie - o ćpunach, kolejne o miłości, czy może macie swoje pomysły? PISZCIE, PROSZĘ <3
wtorek, 5 lutego 2013
opowiadanie rozdział 17
Pojechałaś do lekarza z Davidem. Powiedziałaś mu, że urodzisz to dziecko.
- W takim razie, przykro mi, nie podejmę się tego. nie chcę, ale postaram się znaleźć kogoś, kto się panią zajmie.
- Oczywiście, dziękuję.
Gdy wyszłaś, David podszedł do Ciebie, powiedziałaś mu, że nie podejmie się tego, ale znajdzie Ci nowego lekarza prowadzącego.
Po 10 minutach czekania podeszła do Was młoda lekarka.
- Witam, to ja będę pani lekarzem prowadzącym. - uśmiechnęła się d Ciebie i poszła sprawdzić Twoje papiery.
Staliście pod gabinetem lekarskim, czekając na lekarkę.
- Przecież ona sobie nie poradzi! Ile ona mogła odebrać porodów?! Dwa? A jeszcze z Twoim stanem zdrowia to nie możliwe! Nie chcę Cię stracić.
Zza drzwi wyszła lekarka.
- Dla pana wiadomości, uczestniczyłam w 684 porodach, nawet w ciężkich warunkach, do tego pani [t.n] jest już 4 osobą z takim stanem zdrowia, więc myślę, że mam wystarczające doświadczenie. - powiedziała to z uśmiechem na twarzy i poszła.
- Cięta riposta.
David najwyraźniej nie wiedział co powiedzieć, stał tak bezradnie z otwartymi ustami.
- No cóż, chyba teraz pozwolisz mi, żeby ona była lekarzem prowadzącym, co? - powiedziałaś ze śmiechem, odwróciłaś się na pięcie i poszłaś w stronę wyjścia.
- Zaraz, zaraz.. a pani gdzie idzie?
- No... do domu.
- Jeżeli chce pani urodzić to dziecko, musi pani zostać w szpitalu.
- Mogę chociaż pojechać po rzeczy?
- No dobrze, ale pani narzeczony musi jechać z panią.
- Oczywiście. - 'narzeczony' jak to pięknie brzmi.
Podeszłaś do Davida, który przysłuchiwał się całej rozmowie.
- No co tak stoisz? Chodź, narzeczony.
Gdy wyszliście ze szpitala, gorzej się poczułaś. Upadłaś na ziemię i złapałaś się za brzuch. Bardzo Cię bolał. Bałaś się. Bałaś się o Twoje dziecko. David szybko do Ciebie podbiegł.
- Kochanie, co jest?
- Nie wiem, brzuch mnie boli.. David, ja się boję o nasze dziecko! AAU!
- Wytrzymaj kochanie, już po kogoś lecę.
Po chwili przyszedł jakiś lekarz z pielęgniarką i noszami. Położyli Cię na nich i gdzieś zawieźli.
Obudziłaś się na sali szpitalnej, obok cały czas czuwał David. Płakał.
- Kochanie.. jak się czujesz? - powiedział, chlipiąc.
- Nie wiem. Dziwnie. Co z dzieckiem?
- No więc..
Przerwała mu moja lekarka prowadząca.
- Dzień dobry, już pani wie?
- Ale o czym?
- Nie zdążył pan?
- Nie, właśnie miałem jej powiedzieć..
- Ktoś mi powie, co tu się dzieje?
- Przykro mi to mówić.. poroniła pani.
- CO?!
- Na prawdę bardzo mi przykro. - wyszła.
Zaczęłaś płakać jak bóbr. David usiadł na Twoim łóżku i Cię przytulił płacząc.
- Wszystko będzie dobrze, kochanie, nie martw się. - powiedział.
Trochę smutny, ale cóż. Może jutro będzie następny ^^
wtorek, 29 stycznia 2013
opowiadanie rozdział 16, +18 again
Nie chcesz czytać tego rozdziału, bo +18? trudno, nie czytaj, jakoś przeżyję : )
Wieczorem położyłaś się w sypialni Davida, odwróciłaś się tyłem do drzwi. Po chwili usłyszałaś, jak ktoś wchodzi do sypialni. To David. Położył się przy Tobie i objął Cię, po czym zaczął zsuwać z Ciebie spodenki i zaczął całować po szyi. Odwróciłaś się, położyłaś się na plecach, po czym on wszedł na Ciebie. Zdjął z Ciebie i z siebie koszulkę. Cały czas całował Cię po szyi i piersiach. Wplotłaś swoje dłonie w jego włosy i jęczałaś cicho do jego ucha. Zdjął swoje bokserki i delikatnie w Ciebie wszedł, całując Cię czule w usta. Twoje jęki stawały się coraz głośniejsze.
- MOCNIEJ, KURWA! - jęknęłaś głośno.
Zadzwonił telefon, psując wszystko. Tata. Odebrałaś, a David nie wychodził z Ciebie, cały czas całował Cię po szyi i piersiach.
- Córeczko, wszystko w porządku? Biegasz? Wiesz, że nie możesz. - na szczęście niczego nie podejrzewał.
Po krótkiej rozmowie, gdy się rozłączyłaś, postanowiłaś ukarać Davida za to, co robił, gdy rozmawiałaś z tatą.
Zmieniliście pozycję, teraz to Ty miałaś nad wszystkim kontrolę. Wstałaś. Wiedziałaś, że David trzyma pod łóżkiem zabawki erotyczne, zajrzałaś tam. CO?! Znalazłaś dildo. Rzuciłaś je w kąt. Znalazłaś za to kajdanki. Różowe. No nic. Przykułaś go do łóżka. Dalej. Znalazłaś pejdż. Ciekawe.
- Zaczynamy zabawę, kotku.
Biłaś go delikatnie, stojąc nad nim. Niby przypadkiem, raz po raz zaczepiałaś nogą o jego penisa. Uśmiechałaś się do niego, a po jego minie można było wywnioskować, że jest mo dobrze. Nawet bardzo dobrze.
- Lubisz to, suko?!
- Nie poznaję Cię. Ale bardzo mi się to podoba!
Usiadłaś na jego brzuchu. Odłożyłaś pejdż i położyłaś swoje ręce na jego pupie, po czym włożyłaś mu tam dwa palce. Długo nie czekałaś. Po paru minutach spuścił się na Twoje plecy.
Teraz postanowiłaś, że ma Ci się odpłacić. Przecież on już doszedł, teraz jego kolej na zaspokojenie Ciebie. Usiadłaś mu na twarzy i kazałaś mu tam wszystko dokładnie wylizać. Gdy doszłaś, poszłaś do łazienki, a Davida zostawiłaś samego, przykutego do łóżka.
Gdy wróciłaś, David zaczął błagać, byś go wypuściła, bo kajdanki go uwierają.
- Gdzie kluczyk?
- jaki kluczyk? A nie było przy kajdankach? Nie wkurwiaj mnie, muszą być.
- No nie ma. Czekaj.
Przez przypadek wyrzuciłaś kluczyk razem z dildo. Odkułaś go, a następnie położyłaś się.
- Dziękuję, to było wspaniałe kochanie. - szepnął Ci do ucha David, po czym pocałował w szyję. Poszliście spać nago, wtuleni w siebie.
Może być? :D następna notka będzie już normalna. XD
niedziela, 27 stycznia 2013
opowiadanie rozdział 15
Ah, macie :3 w ferie będę starać się, by notka była codziennie / co dwa dni. :*
Płakałaś cały czas, nie wiedziałaś, co robić.
Poszłaś na jakieś badania, by zobaczyć, czy guz nie powiększył się. Po dwóch godzinach czekania z gabinetu wyszedł lekarz i zostałaś zaproszona do gabinetu.
- Proszę, niech pani lepiej usiądzie.
Posłusznie wypełniłaś polecenie. Bałaś się.
- Nigdy czegoś takiego nie widziałem. To na prawdę niesamowite! Widzi to pani? W tym miejscu był guz - teraz już go nie ma. Bardzo możliwe, że sprzęt nie działał prawidłowo, nie wiem. Musimy powtórzyć badanie jeszcze raz. Może pani przyjść jutro, by je powtórzyć, już dość późno.
Nie wiedziałaś, co powiedzieć. Byłaś zaskoczona.
- Oczywiście, przyjdę jutro. A co z dzieckiem?
- Oh, musi się pani oszczędzać, zapomniałem, przepraszam.
- Nie ma sprawy, to ja już pójdę.
Uścisnęłaś rękę lekarzowi i wyszłaś z gabinetu.
Poszłaś do domu Davida. Gdy weszłaś, siedział z pochmurną miną, wyraźnie nad czymś myślał.
- Kochanie, już jestem!
- Oh, cześć. - był myślami nieobecny.
- Słuchaj, bo... - opowiedziałaś mu wizytę w szpitalu. Od razu się rozweselił.
- Oh, kochanie, to wspaniale! Nawet nie wiesz, jak się cieszę! Pojadę jutro z Tobą do szpitala.
- Nie, nie trzeba, na prawdę, poradzę sobie.
Usiedliście w salonie na kanapie, włączyliście telewizor i oglądaliście jakieś programy telewizyjne w objęciach.
Obudziłaś się w łóżku, w sypialni Davida. Wyszedł gdzieś. Wstałaś, umyłaś i ubrałaś się, zjadłaś śniadanie i pojechałaś do szpitala. Tam robili to samo co wczoraj. Teraz nie czekałaś tak długo - zaledwie po 15 min. lekarz poprosił Cię do gabinetu.
- To na prawdę niesamowite, lecz mam dla pani złą wiadomość. Rak powrócił, jest dużo mniejszy. Da się go wyciąć za pomocą operacji. Aczkolwiek jest po drugiej stronie mózgu, niż był przedtem. Niestety potem będzie musiała pani przejść przez chemioterapię, wtedy jest duże ryzyko, że pani poroni, przykro mi.
- Będę żyła?
- Tak, pani tak, ale niestety pani dziecko raczej tego nie przeżyje. Proszę przyjść za tydzień, ustalimy termin operacji.
- Oczywiście. - pożegnałaś się i wyszłaś, tym razem o wiele smutniejsza.
- Kurwa, co oni sobie myślą?! Robią nadzieję, a potem co? Porozpierdalam ich tam zaraz! - David nie krył swej złości. No cóż, mogłaś się tego spodziewać.
Poszłaś do kawiarni, by wszystko przemyśleć. To na prawdę trudne. Z jednej strony to dobrze, że nie będzie tego dziecka. Bo w końcu jesteś jeszcze za młoda na matkę, ale w końcu to dziecko Twoje i Davida. Może lekarz coś wskóra.
Tydzień później pojechałaś znowu do lekarza, ale przedtem wykonałaś po raz trzeci to samo badanie.
- Nie ma na co czekać, operacja odbędzie się za miesiąc.
A co ze szkołą? Przecież za miesiąc zaczyna się szkoła.
Po zapoznaniu się z przebiegiem operacji szybko wyszłaś ze szpitala, po czym zadzwoniłaś do swojej matki i wszystko jej powiedziałaś.
CDN...
czwartek, 17 stycznia 2013
opowiadanie cz. 14
MASZ, KAŚKA I SIĘ CIESZ, NIE BĘDĘ TEGO WIĘCEJ PISAĆ.
Znajdują się tu sceny +18 więc jak nie chcecie, to nie czytajcie. Nie wierzę, że to piszę.
Lekarz postanowił, że wypisze Cię ze szpitala, żebyś jeszcze skorzystała z tej pięknej pogody. Pojechałaś z Davidem do jego domu i postanowiłaś coś zjeść. Robiłaś sobie kanapki, gdy poczułaś czyjeś ręce na swoich biodrach. Poczułaś przyjemne ciepło na swoim karku. Jego oddech był taki cudowny. Szepnął w moje ucho:
- Kochanie, proszę, spędźmy razem czas, nie bądź ciągle zła... - jego miękki głos zwalał z nóg, choć wciąż byłaś zła, że pobił Francisco.
- Nie teraz, jestem głodna, zostaw. - powiedziałaś stanowczym głosem.
Nie odpuszczał. Jeździł rękoma wzdłuż Twojego tułowia, oparłaś głowę o jego ramię, a on zaczął całować Cię po szyi. Robił to subtelnie, bardzo Ci się podobało, ale postanowiłaś to przerwać.
- Jestem głodna, zostaw.
- Wiem, że nie możesz mi się oprzeć, tylko się droczysz. - czy on na prawdę musi czytać w Twoich myślach?
Odwróciłaś się do niego i zaczęłaś całować, jednocześnie odsuwając składniki kanapki na bok tak, byś mogła usiąść. Zrobiłaś to i oplotłaś swoje nogi wokół jego bioder. Całowaliście się i przytulaliście. W pewnym momencie David zaczął zdejmować Twoją bluzkę, nie opierałaś się, po chwili Ty zdjęłaś jego. Gdy zobaczyłaś jego torsh, przygryzłaś wargę i się uśmiechnęłaś, odwzajemnił uśmiech, a zaraz po tym znów wpił się w Twoje usta. Całowaliście się tak jeszcze trochę, gdy nagle złapał Cię za pupę i podniósł, po czym zaniósł do sypialni wciąż całując.
Położył Cię delikatnie na łóżku, po czym zdjął swoje spodnie, został w samych bokserkach, wyglądał bardzo seksownie. Podniosłaś pupę do góry, by mógł zdjąć też Twoje spodnie. Zsunął również Twoje majtki, zostałaś w samym staniku, chociaż jego też się szybko pozbyliście. Na koniec jego bokserki. Mmm, to Cię zupełnie rozpaliło. Rzuciłaś go na łóżko i zaczęłaś się z nim droczyć. Całowałaś go po całym torsie, a gdy byłaś blisko jego bokserek, po prostu omijałas 'to' miejsce. Czułaś, że jest mu dobrze, jego jęki były coraz to głośniejsze, aż w końcu powiedział:
- Kochanie, mogłabyś...?
- Nie.
- Ale proszę, Już długo nie wytrzymam.
- Ah, no dobrze.
Usiadłaś na jego 'sprzęt'. Było Ci cholernie dobrze, Twoje jęki można było słyszeć w całym domu, chociaż on też nie był gorszy. Po 10 minutach doszliście razem.
- Byłaś wspaniała, kocham Cię.
Po tygodniu od tego wspaniałego seksu miałaś mdłości. Poszłaś do lekarza, zapytać, o co chodzi.
- Jest pani w ciąży.
Świat Ci się zawalił. Miałaś prawie 16 lat, raka mózgu, 2 tygodnie życia, a dziś okazało się, że jesteś w ciąży. Nie wiedziałaś, co ze sobą zrobić. Zaczęłaś płakać.
sobota, 12 stycznia 2013
opowiadanie cz. 13
Chyba nie zaznam spokoju, dopóki nie dodam dziś nowego posta :D a więc macie <3
Po zakupach poszliście na kolację do restauracji przy plaży. Zachodzące słońce wyglądało pięknie. Zjedliście i wracaliście już do pokoju Davida, gdy nagle zrobiło Ci się słabo. Obudziłaś się w szpitalu. Byłaś przypięta do różnych urządzeń.
- Co mi jest?! - zaczęłaś krzyczeć. Podniosłaś głowę, ale zaraz ją opuściłaś, bo strasznie kręciło Ci się w głowie.
Po chwili przyszła do Ciebie pielęgniarka.
- Przepraszam, gdzie mój chłopak? Mogę go zobaczyć?
- Czeka na panią na korytarzu. Proszę zachować cierpliwość, podam pani leki i będzie pani mogła się z nim zobaczyć.
- Nie wezmę żadnych leków! Proszę mnie wypuścić!
- Zostanie pani do obserwacji do jutra. Zrobimy badania i zobaczymy, co będzie się dalej działo.
Byłaś wkurwiona. Miałaś ochotę nawrzucać tej pielęgniarce, żeby coś zrobiła, żebyś dziś już wyszła, ale jakoś nie miałaś siły, więc poszłaś spać.
Rano obudziłaś się z potwornym bólem głowy. Gdy tylko się ruszyłaś, bolało jeszcze bardziej. Lekarze zabrali Cię na badania. Potem cały czas spałaś.
Obudziłaś się rano, był przy Tobie David. Był ubrany w fartuch szpitalny. Gdy zobaczył, od razu się podniósł. Był załamany, wręcz powstrzymywał łzy.
- Kochanie.. żyjesz.. - trochę się zdziwiłaś z tego, co powiedział, ale nie wnikałaś. - Chcesz, żeby przyszli tu Twoi rodzice? Stoją za drzwiami.
- N - nie, zostań tu. - ledwo to powiedziałaś.
Wkrótce zasnęłaś. Obudziłaś się, gdy lekarz przyszedł, lecz nie dałaś tego po sobie poznać. Nie wyszli z sali, rozmawiali przy Tobie.
- Ile jej zostało?
- Nie więcej, niż 3 tygodnie.
David się rozpłakał, po czym wyszedł z sali. Widziałaś, jak mówi coś Twoim rodzicom, po czym Twoja mama zaczęła płakać, a Twój tata ją przytulił.
To znaczy, że za 3 tygodnie umrzesz? To był impuls. Wstałaś, z dziwną lekkością podeszłaś do drzwi sali, po czy wyszłaś na korytarz. Gdy Twoja mama Cię zobaczyła podbiegła do Ciebie i przytuliła mocno. Brakowało Ci tlenu. W końcu Twój tato odciągnął ją od Ciebie. Z sali dobiegał pisk. No tak, te różne, dziwne urządzenia piszczały, bo je odkleiłaś. Lekarz przybiegł pod Twoją salę, a gdy Cię zobaczył, nogi mu się ugięły, usiadł.
- Jak?
- Ale co? - udawałaś zdziwienie.
- Masz raka mózgu. Zostały Ci 3 tygodnie życia.
- Czuję się całkiem dobrze. Tylko jakoś kręci mi się w głowie.
- Proszę, idź do sali i połóż się, zaraz do Ciebie przyjdę.
CDN...
ah, macie XD może być? piszcie komentarze, to dla mnie wiele znaczy, na prawdę <3
możecie zadawać pytania na http://ask.fm/aniaaXDDD :)