poniedziałek, 24 czerwca 2013

część 8

Rano, gdy Axl i Agnes jeszcze spali, chciałam pójść do kuchni, by się czegoś napić. Jednak mi się to nie udało, w połowie drogi do kuchni upadłam i nie miałam siły się podnieść. Leżałam tak około 15 minut, aż Agnes wstała i zobaczyła mnie, jak leżę bezradnie na podłodze. Pomogła mi wstać.
- Co się stało? Coś Ci jest, boli Cię coś?
- Nie, już okej. - uśmiechnęłam się słabo.
Z pomocą Agnes poszłyśmy do salonu, pomogła mi usiąść na kanapie, po czym poszła do kuchni. Wróciła z wodą i amfą. Wciągnęłam i od razu poczułam się lepiej.
- Wiesz, chciałabym podziękować Ci za to wszystko, co dla mnie robisz - zaczęłam i przysunęłam się do niej. Od jakiegoś czasu czułam do niej coś więcej, niż tylko przyjaźń. Popatrzyłam jej głęboko jej piękne, niebieskie oczy. - Dziękuję Ci za to, że jesteś, Kocham Cię. - po tych słowach pocałowałam ją. Ten pocałunek był niesamowity, coś nie do opisania! Jej usta były tak aksamitnie delikatne, jeszcze nigdy nie spotkałam się z takim uczuciem, w moim brzuchu zrobiło się tak przyjemnie ciepło. Zdziwiłam się, odwzajemniła mój pocałunek. Z każdym kolejnym muśnięciem jej cudownych ust pragnęłam coraz więcej, pragnęłam, żeby była cała moja. Wplotłam swoje ręce w jej włosy, a ona włożyła mi swoje ręce pod moją bluzkę. Niestety, ktoś nam przerwał.
- Ale mam ka... - wszedł do salonu Axl, który wszystko zepsuł. Speszyłyśmy się i odsunęłyśmy się trochę od siebie. - Ah, najmocniej przepraszam, już się wycofuję, kontynuujcie. - powiedział, ale nie wyszedł.
- Chodź tutaj, i tak już wszystko zjebałeś. - powiedziałam ze śmiechem.
- Nie mam czasu, muszę iść coś załatwić. Macie może jeszcze trochę towaru? Muszę jakoś funkcjonować.
- Jasne, w kuchni na stole.
Po czym poszedł do kuchni. Gdy już wyszedł, zwróciłam się do Agnes.
- Co z nami będzie?
- Słuchaj, przyjaźnimy się już bardzo długi czas, lecz od bardzo dawna mi się podobasz. Zakochałam się w Tobie. Będziesz moją dziewczyną?
Ugięły się pode mną kolana, bardzo chciałam z nią być, jednak nie umiałam wydobyć z siebie ani jednego słowa. Po moich policzkach płynęły łzy.
- Kochanie, nie płacz, proszę. Jeżeli tego nie chcesz, okej, zrozumiem.
Nie powiedziałam nic, tylko znów ją pocałowałam, tak, jakby miał to być ostatni pocałunek w moim życiu.
- Hm, to chyba oznacza tak? - powiedziała Agnes, zniewalająco się od mnie uśmiechając.
Cały dzień spędziłyśmy na oglądaniu filmów w przerwach na całowanie, a wieczorem, gdy już zasnęła, patrzyłam się na nią długo rozmyślając nad tym wszystkim i myśląc, jakie mam szczęście, że ją mam. Pocałowałam ją w czoło na dobranoc, przytuliłam się do niej, i usnęłam.


sory kicie, że tak długo nie pisałam, w wakacje może nadrobię :((

środa, 24 kwietnia 2013

część 7. +18 OHOHOHOHOHO

BOŻE PRZEPRASZAM, ŻE TAK DŁUGO NIE PISAŁAM :C

- No cześć, jestem Agnes. - powiedziała przyjaciółka z uśmiechem, widząc w rękach Axla działkę narkotyku.
- Cześć. Macie coś do picia? - spytał Axl, uśmiechając się do Agnes.
- Kawa, herbata? - zaproponowała zauroczona Agnes, wpatrując się w oczy Axla z pożądaniem.
- Wolałbym raczej coś mocniejszego, macie coś?
- Tak, już Ci daję. - powiedziała, wycofując się  z przedpokoju Agnes, wciąż na niego patrząc.
Gdy już wyszła, powiedziałam Axlowi:
- Masz jej nie podrywać, jest dla mnie jak starsza siostra i nie pozwolę Ci jej skrzywdzić! Co to w ogóle było, co? Czy Ty mnie w ogóle słuchasz?!
- Co? Coś mówiłaś? - powiedział Axl, najwyraźniej wybudzony z transu.
- Masz jej nie podrywać, jest dla mnie jak siostra i nie pozwolę Ci jej skrzywdzić. - powiedziałam z dziwnym spokojem.
- Jasne, jasne. Nie podrywać.
- Mam whiskey!
- Świetnie, chodź! - objął ją ramieniem i ruszyli w stronę kuchni. Oczywiście ruszyłam za nimi, nie chcę żeby cokolwiek między nimi zaszło.


Po paru godzinach rozmawiania i picia podłączyliśmy gramofon i włączyliśmy Led Zeppelin - Stairway to heaven, i obejmując się w trójkę zaczęliśmy kołysać się w rytm muzyki.
Usiadłam na chwilę, by odpocząć, byłam już zmęczona, a w głowie szumiało od nadmiaru alkoholu. Popatrzyłam na Axla i Agnes. Patrzył się w jej oczy, był jak zahipnotyzowany. Pocałował ją. Od razu odzyskałam świadomość umysłu. Podeszłam do nich i nawet nie wiem, po co to zrobiłam. Odepchnęłam Agnes od niego i pocałowałam go namiętnie.
Chwilę po tym, cała trójka, czyli ja, Axl i Agnes, wylądowaliśmy w moim łóżku. On rozłożył się nagi na środku łóżka, gdy my jeszcze się rozbierałyśmy.
Gdy obie byłyśmy nagie, wskoczyłyśmy do łóżka. Ja usiadłam na jego brzuchu i zaczęłam go całować, schodząc coraz niżej, a Agnes nachyliła się nad jego kroczem zaciskając drobne dłonie na udach rudego, jednocześnie przesuwając językiem wzdłuż jego penisa. Po pięciu minutach Agnes rozkraczyła nogi i usiadła na niego, głośno jęcząc, przy czym pieściła moje piersi.
Przestałam go całować i pieścić, i usiadłam na jego twarzy. Wtedy on wsadził język do mojej waginy i zaczął  nim kręcić na wszystkie strony. Orgazm przyszedł natychmiast, było mi zajebiście. Moje jęki można było usłyszeć w każdym zakątku mojego mieszkania. Słyszałam, że Agnes też dochodzi. Zeszłam z jego twarzy i położyłam się obok Axla. Chwilę później Agnes z rozkoszą wypisaną na twarzy osunęła się na nagi tors Axla. Gdy już wszyscy doszli do siebie, Agnes dała nam wszystkim jointy. W spokoju rozkoszowaliśmy się chwilą, po czym zasnęłyśmy nagie, wtulone w jego tors.

SZCZEGÓLNE PODZIĘKOWANIA DLA KASI, DZIĘKI KICIA, ŻE MI POMOGŁAŚ <3
DOBRANOC

wtorek, 2 kwietnia 2013

część 6.

Nawet nie wiem, jak znalazłam się w domu. Obudziłam się w swoim pokoju, a przez żaluzje przebijały się wiosenne promienie słoneczne.
Chciałam wstać, ale strasznie bolała mnie głowa. Miałam kaca.
Obróciłam się w stronę stolika nocnego, poszukałam po omacku telefonu i zadzwoniłam do Agnes. Po długim oczekiwaniu, odebrała. Zaczęła drzeć mi się do ucha, że zaraz będzie. Zdołałam powiedzieć 'Kup mi coś na kaca', rozłączyłam się i dalej poszłam spać.
Po dwudziestu minutach w przedpokoju rozległ się straszny hałas, rozsadzało mi głowę. Zaczęła się drzeć, że ma towar.
- Zamknij ryj, głowa mnie boli. - zdołałam powiedzieć, choć dużo mnie to kosztowało.
- Nie marudź, zrobię Ci jointa. - powiedziała już ciszej moja przyjaciółka.
Gdy zapaliłam, od razu poczułam się lepiej.
- Zrobisz mi zimny okład? Strasznie głowa mnie boli. - powiedziałam słabo.
- To na kaca nie pomoże!
- To co proponujesz? - zapytałam już trochę bardziej ożywiona.
- Dziś załatwiłam coś mocniejszego bo wiedziałam, że będzie trzeba przywrócić Cię do świata żywych. Masz straszne wory pod oczami. Hm. - przyjrzała mi się dokładniej. - schudłaś trochę. Swoją drogą, co Ty wczoraj brałaś, że miałaś aż tak dobry humor? Wydaje mi się, że to nie była amfa, co nie?
-Owszem, to był speed ale podany w inny sposób. Dał mi w żyłę, mówię Ci, uczucie zajebiste! - powiedziałam podekscytowana.
- Masz jakieś strzykawki? Muszę koniecznie spróbować!
- Coś Ty, nie mam. Widzisz, jak mamusia o mnie dba?
Patrzyłam na Agnes, która krzątała się po domu.
- No kurwa, dajesz ten towar czy nie?! - powiedziałam trochę poddenerwowana.
- Boże, chwila no! Swoją drogą.. - jak mnie ona denerwuje. Cały czas powtarza 'swoją drogą'. - mogłabyś ruszyć ten tyłek, nie jesteś obłożnie chora. A, i masz mi oddać za wczorajszy towar i dzisiejszy.
I tak zostałam w łóżku. Nie chciało mi się wstawać, a Agnes przyniosła mi moją działkę.
- Chodź tu. wysypała na moje biurko biały proszek i podzieliła go.
- Co to jest?
- Kokaina.
Najpierw Agnes sama wciągnęła, a potem dała mi.
Na efekty nie trzeba było długo czekać, parę chwil później miałam wspaniały humor. Wyszłam na balkon i krzyknęłam:
- Dzień dobry LA!
Po czym usłyszałam jakiś dziwnie znajomy głos:
- Dzień dobry! - spojrzałam w dół. Osoba ta machała do mnie lewą ręką, a w prawej trzymała bukiet kwiatów. Uśmiechnął się, po czym wszedł do mojego bloku.
Usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Agnes! Otworzysz?
- Nie mam czasu, sama sobie otwórz, nie jestem Twoją służącą, żeby drzwi otwierać!
- To się pierdol. - dodałam pod nosem i udałam się w kierunku drzwi.
- Witam, to dla pięknej pani. - powiedział z uśmiechem, gdy otworzyłam drzwi.
- Proszę, wejdź.
- Nie jesteś skacowana?
- Hm. Byłam, ale moja kochana przyjaciółka załatwiła towar dziś rano. - gdy to mówiłam, cały czas uśmiechałam się, narkotyk działał bardzo silnie.
- Oh, to niepotrzebnie przyniosłem to? - powiedział i wyjął z kieszeni spodni działkę jakiegoś narkotyku.
Uśmiechnęłam się szeroko, podeszłam do niego i uwodzicielsko na niego spojrzałam, po czym zawiesiłam swoje chude ramiona na jego szyi.
- Wiesz, niezupełnie.
- Amanda do cholery... - z pokoju wyszła Agnes, wszystko psując.
- Hm, poznajcie się. To jest Axl.

niedziela, 24 marca 2013

część 5.

Gdy z Agnes wchodziłyśmy, kelnerzy patrzyli się dziwnie na moją koleżankę.
- Cześć.. hm... - kelner nie miał plakietki.
- Axl jestem. - odpowiedział z uśmiechem, ściskając moją rękę.
- Cześć Axl, słuchaj, podano mojej koleżance pigułkę gwałtu, tak przypuszczam.
- I...?
- Po prostu myślę, że to jakiś kelner to zrobił.
- Wiesz co, zapraszam na zaplecze... - zrobił pytającą minę.
- Ah, jestem Amanda.
- Hm, na pewno nie ja, wczoraj mnie tu nie było, ale był tu za mnie Saul, już niejeden raz tak zrobił ale jakoś mu się upiekło. - kontynuował już na ciasnym zapleczu.
- Co za niewyżyty dupek, ja pierdolę.
- Co poradzisz, nic nie możesz zrobić, on ma wszędzie tyle układów i znajomości, że od wszystkiego się wywinie.
- To co proponujesz?
- No nie wiem, mogę z nim pogadać, ewentualnie Was ze sobą poznać i powiedzieć, żeby przynajmniej Wam nic nie zrobił.
- Ale czekaj... - zapomniałam o jednej ważnej rzeczy. Przecież on mógł ją wydymać. - są tutaj, na zapleczu, kamery?
- No tak, a co? Ah, tak. Chodź do biura.
Wyszliśmy z zaplecza i szliśmy w kierunku wyjścia. Pijane nastolatki zaczepiały Axla. Zatrzymaliśmy się przy wejściu. Po prawej stornie, przy trochę śpiących już ochroniarzach były drzwi do biura. Weszliśmy i Axl pokazał mi nagranie z wczorajszego wieczoru.
- Jezu... - nie wierzyłam własnym oczom.
Wysoki facet o bujnych lokach wszedł z Agnes. Była trochę otumaniona i chyba nie wiedziała, co się z nią działo. Całował ją po szyi, nawet się nie opierała. Potem zdjął jej krótkie spodenki i zsunął swoje skórzane spodnie do kolan i po prostu ją rżnął.
Spojrzałam kątem oka na Axla. Po jego minie wywnioskowałam, że nawet mu się to podoba.
- I co, według Ciebie to w porządku?
- No nie, jasne, że nie. Ale tak czy tak, nic na to nie poradzisz.
- Człowieku, on ją zgwałcił!
- Nie dramatyzuj. Masz, nie musisz płacić. - wręczył mi znaną mi już dobrze ampułkę. Chciałam ją wyspać na biurko, ale mnie uprzedził.
- Poczekaj, masz. - wyciągnął z szuflady strzykawkę.
- Ale ja nie chcę, boję się strzykawek i zastrzyków! - krzyknęłam i odsunęłam się o krok.
- Zaufaj mi. - powiedział tylko.
Napełnił strzykawkę amfetaminą, zacisnął pasek na moim ramieniu i wcisnął strzykawkę w wewnętrzną część ramienia.
Czułam się wspaniale, lepiej niż po wciąganiu. Całą noc tańczyłam, niczym się nie przejmując.

czwartek, 14 marca 2013

część 4

PISANE PODCZAS ROZMÓW NA SKYPE Z KASIĄ I PAULINĄ <3

W 'Stereo' wciągnęłam amfetaminę i od razu poczułam się lepiej. Agnes też wciągnęła i poszła tańczyć. Ja natomiast rozmawiałam z ludźmi, którzy jeszcze nie wciągali. Czułam się w pewnym sensie od nich lepsza, gdyż o wszystko mnie pytali. Byłam bardzo rozmowna, więc na wszystkie pytania chętnie odpowiadałam, ale po chwili mi się to znudziło i poszłam od nich. Znajomy dał mi zajarać marychę. Nawet nic za to nie chciał, co było dziwne.
Gdy wypaliłam, poszłam szukać Agnes, jednak nie mogłam jej znaleźć. Popytałam trochę znajomych i jeden z nich powiedział mi, że ostatnio widział ją, gdy wchodziła do łazienki. Poszłam więc tam.
- Agnes?! Gdzie jesteś?!
Kopałam wszystkie drzwi od kabin po kolei, by w końcu znaleźć Agnes. Znalazłam ją w ostatniej kabinie, leżała nieprzytomna.
- Agnes, Ty żyjesz? Agnes! - sprawdziłam jej tętno. Żyła. Odetchnęłam z ulgą. Po chwili się ruszyła.
- Co jest? Zostaw mnie! - wstała i wyszła. Tak po prostu.
Wstałam i rozejrzałam się po kabinie. Żadnych śladów, igieł, krwi, czy chociażby łyżki. Czyli wszystko w porządku.
Poszłam z powrotem na salę. Agnes właśnie piła drinka.
- Odstaw to, wracamy.
- Co? Ja nigdzie nie wracam, weź się odpieprz.
- Wracamy! - szarpnęłam ją za ramię i pociągnęłam w stronę wyjścia.
- Co to było? Dlaczego zemdlałaś w łazience? - wydarłam się na nią, kiedy wyszłyśmy już z klubu.
- Co? Ja... ja nic nie pamiętam!
- Serio, kurwa, serio?! Wkurzasz mnie.
Wracałyśmy do domu nic nie mówiąc.
Rano, gdy wstałam Agnes już nie było. Drzwi otwarte - fajnie, nawet nie pomyślała, żeby zamknąć na klucz, który leżał na półce. Poszłam zobaczyć, czy zabrała swoje rzeczy. Zostawiła je!
Zrobiłam sobie śniadanie i kawę. Gdy kończyłam jeść, usłyszałam dzwonek do drzwi. Ujrzałam w nich Agnes! W dłoniach miała siatki z zakupami.
- Heej, mogę wejść?
- No, tak. Jasne, wchodź.
- O, widzę, że kończysz już śniadanie, szkoda. Zrobiłam zakupy.
- Możesz je zabrać do siebie. - może byłam dla niej zbyt szorstka, ale należało się jej po tym, jak mnie potraktowała wczoraj wieczorem.
- Słuchaj, ja nie pamiętam, co się wczoraj wydarzyło, ale przepraszam.
- Na serio nic nie pamiętasz?
- Tak, mam nadzieję, że nie sprawiłam Ci przykrości.
Zastanowiłam się nad tym, co mi powiedziała. Może ktoś jej czegoś dosypał? Przecież praktycznie cały czas piła drinki.
Wysypałam połowę ampułki i wciągnęłam. Od razu poczułam się lepiej. Agnes chyba wciągnęła, bo miała rozszerzone źrenice.
Wieczorem poszłyśmy do słynnego już klubu, jednak ja nie poszłam tam, żeby się bawić, poszłam, by dowiedzieć się, dlaczego Agnes nie pamiętała dzisiejszej nocy.


no tak, pewnie jest w chuj błędów, ale to dzięki Kasi, która mnie popędzała. pozderki <3

piątek, 8 marca 2013

INFO, BOŻE, JESTEM GŁUPIA

Ktoś mnie uświadomił, że w 1 części napisałam, że ojciec głównej bohaterki nie żyje, a w drugiej, że rozwiódł się z matką głównej bohaterki.................................
Możecie się śmiać, <facepalm> 
TAK CZY INACZEJ, TERAZ JEST TAK, ŻE RODZICE GŁÓWNEJ BOHATERKI SĄ ROZWIEDZENI, POZDERKI

czwartek, 7 marca 2013

część 3.

Po marihuannie czułam się świetnie. Byłam rozluźniona i zrelaksowana, uwielbiałam ten stan, gdy na wszystko miałam wyjebane, dlatego coraz częściej paliłam ją z Agnes.
Cały czas myślałam nad tym, czy spróbować tego leku. Nadchodził sprawdzian z matematyki, której tak bardzo nienawidzę, postanowiłam spróbować.
Na początku nie wiedziałam, jak się do tego zabrać. W końcu przypomniało mi się, że moja koleżanka Eveline, która mi to dała, powiedziała, że to się wciąga, lub jak kto woli, dać w żyłę. Przed strzykawkami uciekałam jak przed ogniem, więc pozostało wciąganie. Wysypałam z ampułki to 'lekarstwo' i się przyjrzałam. Wyglądało to jak mąka, nie miało zapachu. W końcu postanowiłam spróbować. Oczywiście mamy znowu nie było w domu, więc nikt nie mógł mi przeszkodzić. Wciągnęłam to nosem, nie dałam rady wszystkiego wciągnąć, dlatego połowę sobie zostawiłam.  Nagle miałam ochotę na wszystko! Uczyłam się i przychodziło mi to z łatwością! Wiedza sama wchodziła mi do głowy, a  po paru godzinach uczenia się nadal miałam chęć do życia, chciałam tańczyć, śpiewać, miałam świetny humor!
Poszłam do szkoły, niestety już nieco przymulona, dlatego poszłam do szkolnej toalety, by znów mieć chęć życia. Od razu miałam lepszy humor, zamiast pyskować nauczycielom, miałam bardzo dobry humor i cały czas ich zagadywałam, co chyba spodobało się reszcie klasy, bo stracili przez moje gadanie połowę lekcji.
Sprawdzian z matematyki poszedł mi śpiewająco, podejrzewam, że nawet kujony, które liżą dupy wszystkim nauczycielom i mają same 5, napisały dziś gorzej ode mnie, bo dział był na prawdę trudny.
Zaraz po szkole wpadła do mnie Agnes, bo chciałam jej powiedzieć o tym cudownym leku. Opowiedziałam jej, a ona, że też chce spróbować. Zadzwoniłam więc do Eveline i poprosiłam, żeby załatwiła nam po ampułce.
- Ale wiesz, tym razem będzie to trochę kosztować. - stwierdziła niepewnie dziewczyna.
- Dużo? - coraz bardziej chciałam jeszcze raz poczuć się tak jak wtedy, tak zajebiście wolna od wszystkich problemów.
- Jak dla Was cena hurtowa, 30 zł.
- No dobra, przyjdź do parku, tam gdzie wtedy.
- Wiesz, wolę raczej nie. Może mogłabym przyjść do Ciebie do domu?
- No dobra, ale dlacze.. - rozłączyła się. No nic, zapytam się jej później, jak przyjdzie.
Za niecałe 20 minut była już pod moimi drzwiami. Weszła do domu, jakby chciała, żeby nikt jej nie widział.
- Masz, dawaj kasę, śpieszę się.
Wcisnęła mi dwie ampułki.
- Kasa!
- Najpierw mi powiedz, co to jest. Co to za lekarstwo, nawet nie wiem co mi dajesz!
- Amfetamina.
- ŻE CO?
- Amfetamina. Taki narkotyk. Jak wzięłaś już raz, nie wywiniesz się z tego, maleńka. No nic, ja muszę lecieć, trzymaj się. Masz - dała mi jakąś kartkę. - tu są numery dilerów.
Kurwa, w co ja się wkopałam. Niby nie chciałam tego ciągnąć, ale chęć wciągnięcia była tak duża, że nie mogłam już wytrzymać, choć to tylko parę godzin. Dałam kasę Eveline, po czym ona poszła.
- Agnes, w co my się wplątałyśmy.
- Sama mówiłaś, że po nim świetnie się czułaś, więc nic nie mów, tylko daj mi moją ampułkę.
- Masz, bierzesz to na swoją odpowiedzialność.
Usiadła na podłodze, by dosięgnęła do mojego stolika nocnego. Powiedziałaś, jak to zrobić, gdy wciągała, przyjrzałaś się jej uważnie. Oparła się plecami o moje łóżko i zamknęła oczy. Chwilę po tym wstała, włączyła radio (tak, czasem lubię posłuchać trochę komerchy) i zaczęła tańczyć i śpiewać.
- Masz rację, to jest świetne! No dawaj, wciągnij!
Powtórzyłam tę samą czynność, co Agnes przed chwilą. Potem dołączyłam do niej.
Wieczorem w łóźku zastanawiałam się nad tym, w co ja się wpakowałam. To prawda, speed nie działał na mnie źle. Postanowiłam na razie nic z tym nie robić.

Rano mama poinformowała mnie, że nie będzie jej przez weekend, wróci dopiero w poniedziałek po pracy. Dziś piątek, czyli nie wróci już do domu na noc! No to miałyśmy z Agnes wolną chatę, znowu! Jak dobrze, że nie zaproponowała mi, żebym pojechała do taty.
- Halo? Agnes? Mam wolną chatę na weekend!

CDN...