Po marihuannie czułam się świetnie. Byłam rozluźniona i zrelaksowana, uwielbiałam ten stan, gdy na wszystko miałam wyjebane, dlatego coraz częściej paliłam ją z Agnes.
Cały czas myślałam nad tym, czy spróbować tego leku. Nadchodził sprawdzian z matematyki, której tak bardzo nienawidzę, postanowiłam spróbować.
Na początku nie wiedziałam, jak się do tego zabrać. W końcu przypomniało mi się, że moja koleżanka Eveline, która mi to dała, powiedziała, że to się wciąga, lub jak kto woli, dać w żyłę. Przed strzykawkami uciekałam jak przed ogniem, więc pozostało wciąganie. Wysypałam z ampułki to 'lekarstwo' i się przyjrzałam. Wyglądało to jak mąka, nie miało zapachu. W końcu postanowiłam spróbować. Oczywiście mamy znowu nie było w domu, więc nikt nie mógł mi przeszkodzić. Wciągnęłam to nosem, nie dałam rady wszystkiego wciągnąć, dlatego połowę sobie zostawiłam. Nagle miałam ochotę na wszystko! Uczyłam się i przychodziło mi to z łatwością! Wiedza sama wchodziła mi do głowy, a po paru godzinach uczenia się nadal miałam chęć do życia, chciałam tańczyć, śpiewać, miałam świetny humor!
Poszłam do szkoły, niestety już nieco przymulona, dlatego poszłam do szkolnej toalety, by znów mieć chęć życia. Od razu miałam lepszy humor, zamiast pyskować nauczycielom, miałam bardzo dobry humor i cały czas ich zagadywałam, co chyba spodobało się reszcie klasy, bo stracili przez moje gadanie połowę lekcji.
Sprawdzian z matematyki poszedł mi śpiewająco, podejrzewam, że nawet kujony, które liżą dupy wszystkim nauczycielom i mają same 5, napisały dziś gorzej ode mnie, bo dział był na prawdę trudny.
Zaraz po szkole wpadła do mnie Agnes, bo chciałam jej powiedzieć o tym cudownym leku. Opowiedziałam jej, a ona, że też chce spróbować. Zadzwoniłam więc do Eveline i poprosiłam, żeby załatwiła nam po ampułce.
- Ale wiesz, tym razem będzie to trochę kosztować. - stwierdziła niepewnie dziewczyna.
- Dużo? - coraz bardziej chciałam jeszcze raz poczuć się tak jak wtedy, tak zajebiście wolna od wszystkich problemów.
- Jak dla Was cena hurtowa, 30 zł.
- No dobra, przyjdź do parku, tam gdzie wtedy.
- Wiesz, wolę raczej nie. Może mogłabym przyjść do Ciebie do domu?
- No dobra, ale dlacze.. - rozłączyła się. No nic, zapytam się jej później, jak przyjdzie.
Za niecałe 20 minut była już pod moimi drzwiami. Weszła do domu, jakby chciała, żeby nikt jej nie widział.
- Masz, dawaj kasę, śpieszę się.
Wcisnęła mi dwie ampułki.
- Kasa!
- Najpierw mi powiedz, co to jest. Co to za lekarstwo, nawet nie wiem co mi dajesz!
- Amfetamina.
- ŻE CO?
- Amfetamina. Taki narkotyk. Jak wzięłaś już raz, nie wywiniesz się z tego, maleńka. No nic, ja muszę lecieć, trzymaj się. Masz - dała mi jakąś kartkę. - tu są numery dilerów.
Kurwa, w co ja się wkopałam. Niby nie chciałam tego ciągnąć, ale chęć wciągnięcia była tak duża, że nie mogłam już wytrzymać, choć to tylko parę godzin. Dałam kasę Eveline, po czym ona poszła.
- Agnes, w co my się wplątałyśmy.
- Sama mówiłaś, że po nim świetnie się czułaś, więc nic nie mów, tylko daj mi moją ampułkę.
- Masz, bierzesz to na swoją odpowiedzialność.
Usiadła na podłodze, by dosięgnęła do mojego stolika nocnego. Powiedziałaś, jak to zrobić, gdy wciągała, przyjrzałaś się jej uważnie. Oparła się plecami o moje łóżko i zamknęła oczy. Chwilę po tym wstała, włączyła radio (tak, czasem lubię posłuchać trochę komerchy) i zaczęła tańczyć i śpiewać.
- Masz rację, to jest świetne! No dawaj, wciągnij!
Powtórzyłam tę samą czynność, co Agnes przed chwilą. Potem dołączyłam do niej.
Wieczorem w łóźku zastanawiałam się nad tym, w co ja się wpakowałam. To prawda, speed nie działał na mnie źle. Postanowiłam na razie nic z tym nie robić.
Rano mama poinformowała mnie, że nie będzie jej przez weekend, wróci dopiero w poniedziałek po pracy. Dziś piątek, czyli nie wróci już do domu na noc! No to miałyśmy z Agnes wolną chatę, znowu! Jak dobrze, że nie zaproponowała mi, żebym pojechała do taty.
- Halo? Agnes? Mam wolną chatę na weekend!
CDN...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz