niedziela, 24 marca 2013

część 5.

Gdy z Agnes wchodziłyśmy, kelnerzy patrzyli się dziwnie na moją koleżankę.
- Cześć.. hm... - kelner nie miał plakietki.
- Axl jestem. - odpowiedział z uśmiechem, ściskając moją rękę.
- Cześć Axl, słuchaj, podano mojej koleżance pigułkę gwałtu, tak przypuszczam.
- I...?
- Po prostu myślę, że to jakiś kelner to zrobił.
- Wiesz co, zapraszam na zaplecze... - zrobił pytającą minę.
- Ah, jestem Amanda.
- Hm, na pewno nie ja, wczoraj mnie tu nie było, ale był tu za mnie Saul, już niejeden raz tak zrobił ale jakoś mu się upiekło. - kontynuował już na ciasnym zapleczu.
- Co za niewyżyty dupek, ja pierdolę.
- Co poradzisz, nic nie możesz zrobić, on ma wszędzie tyle układów i znajomości, że od wszystkiego się wywinie.
- To co proponujesz?
- No nie wiem, mogę z nim pogadać, ewentualnie Was ze sobą poznać i powiedzieć, żeby przynajmniej Wam nic nie zrobił.
- Ale czekaj... - zapomniałam o jednej ważnej rzeczy. Przecież on mógł ją wydymać. - są tutaj, na zapleczu, kamery?
- No tak, a co? Ah, tak. Chodź do biura.
Wyszliśmy z zaplecza i szliśmy w kierunku wyjścia. Pijane nastolatki zaczepiały Axla. Zatrzymaliśmy się przy wejściu. Po prawej stornie, przy trochę śpiących już ochroniarzach były drzwi do biura. Weszliśmy i Axl pokazał mi nagranie z wczorajszego wieczoru.
- Jezu... - nie wierzyłam własnym oczom.
Wysoki facet o bujnych lokach wszedł z Agnes. Była trochę otumaniona i chyba nie wiedziała, co się z nią działo. Całował ją po szyi, nawet się nie opierała. Potem zdjął jej krótkie spodenki i zsunął swoje skórzane spodnie do kolan i po prostu ją rżnął.
Spojrzałam kątem oka na Axla. Po jego minie wywnioskowałam, że nawet mu się to podoba.
- I co, według Ciebie to w porządku?
- No nie, jasne, że nie. Ale tak czy tak, nic na to nie poradzisz.
- Człowieku, on ją zgwałcił!
- Nie dramatyzuj. Masz, nie musisz płacić. - wręczył mi znaną mi już dobrze ampułkę. Chciałam ją wyspać na biurko, ale mnie uprzedził.
- Poczekaj, masz. - wyciągnął z szuflady strzykawkę.
- Ale ja nie chcę, boję się strzykawek i zastrzyków! - krzyknęłam i odsunęłam się o krok.
- Zaufaj mi. - powiedział tylko.
Napełnił strzykawkę amfetaminą, zacisnął pasek na moim ramieniu i wcisnął strzykawkę w wewnętrzną część ramienia.
Czułam się wspaniale, lepiej niż po wciąganiu. Całą noc tańczyłam, niczym się nie przejmując.

czwartek, 14 marca 2013

część 4

PISANE PODCZAS ROZMÓW NA SKYPE Z KASIĄ I PAULINĄ <3

W 'Stereo' wciągnęłam amfetaminę i od razu poczułam się lepiej. Agnes też wciągnęła i poszła tańczyć. Ja natomiast rozmawiałam z ludźmi, którzy jeszcze nie wciągali. Czułam się w pewnym sensie od nich lepsza, gdyż o wszystko mnie pytali. Byłam bardzo rozmowna, więc na wszystkie pytania chętnie odpowiadałam, ale po chwili mi się to znudziło i poszłam od nich. Znajomy dał mi zajarać marychę. Nawet nic za to nie chciał, co było dziwne.
Gdy wypaliłam, poszłam szukać Agnes, jednak nie mogłam jej znaleźć. Popytałam trochę znajomych i jeden z nich powiedział mi, że ostatnio widział ją, gdy wchodziła do łazienki. Poszłam więc tam.
- Agnes?! Gdzie jesteś?!
Kopałam wszystkie drzwi od kabin po kolei, by w końcu znaleźć Agnes. Znalazłam ją w ostatniej kabinie, leżała nieprzytomna.
- Agnes, Ty żyjesz? Agnes! - sprawdziłam jej tętno. Żyła. Odetchnęłam z ulgą. Po chwili się ruszyła.
- Co jest? Zostaw mnie! - wstała i wyszła. Tak po prostu.
Wstałam i rozejrzałam się po kabinie. Żadnych śladów, igieł, krwi, czy chociażby łyżki. Czyli wszystko w porządku.
Poszłam z powrotem na salę. Agnes właśnie piła drinka.
- Odstaw to, wracamy.
- Co? Ja nigdzie nie wracam, weź się odpieprz.
- Wracamy! - szarpnęłam ją za ramię i pociągnęłam w stronę wyjścia.
- Co to było? Dlaczego zemdlałaś w łazience? - wydarłam się na nią, kiedy wyszłyśmy już z klubu.
- Co? Ja... ja nic nie pamiętam!
- Serio, kurwa, serio?! Wkurzasz mnie.
Wracałyśmy do domu nic nie mówiąc.
Rano, gdy wstałam Agnes już nie było. Drzwi otwarte - fajnie, nawet nie pomyślała, żeby zamknąć na klucz, który leżał na półce. Poszłam zobaczyć, czy zabrała swoje rzeczy. Zostawiła je!
Zrobiłam sobie śniadanie i kawę. Gdy kończyłam jeść, usłyszałam dzwonek do drzwi. Ujrzałam w nich Agnes! W dłoniach miała siatki z zakupami.
- Heej, mogę wejść?
- No, tak. Jasne, wchodź.
- O, widzę, że kończysz już śniadanie, szkoda. Zrobiłam zakupy.
- Możesz je zabrać do siebie. - może byłam dla niej zbyt szorstka, ale należało się jej po tym, jak mnie potraktowała wczoraj wieczorem.
- Słuchaj, ja nie pamiętam, co się wczoraj wydarzyło, ale przepraszam.
- Na serio nic nie pamiętasz?
- Tak, mam nadzieję, że nie sprawiłam Ci przykrości.
Zastanowiłam się nad tym, co mi powiedziała. Może ktoś jej czegoś dosypał? Przecież praktycznie cały czas piła drinki.
Wysypałam połowę ampułki i wciągnęłam. Od razu poczułam się lepiej. Agnes chyba wciągnęła, bo miała rozszerzone źrenice.
Wieczorem poszłyśmy do słynnego już klubu, jednak ja nie poszłam tam, żeby się bawić, poszłam, by dowiedzieć się, dlaczego Agnes nie pamiętała dzisiejszej nocy.


no tak, pewnie jest w chuj błędów, ale to dzięki Kasi, która mnie popędzała. pozderki <3

piątek, 8 marca 2013

INFO, BOŻE, JESTEM GŁUPIA

Ktoś mnie uświadomił, że w 1 części napisałam, że ojciec głównej bohaterki nie żyje, a w drugiej, że rozwiódł się z matką głównej bohaterki.................................
Możecie się śmiać, <facepalm> 
TAK CZY INACZEJ, TERAZ JEST TAK, ŻE RODZICE GŁÓWNEJ BOHATERKI SĄ ROZWIEDZENI, POZDERKI

czwartek, 7 marca 2013

część 3.

Po marihuannie czułam się świetnie. Byłam rozluźniona i zrelaksowana, uwielbiałam ten stan, gdy na wszystko miałam wyjebane, dlatego coraz częściej paliłam ją z Agnes.
Cały czas myślałam nad tym, czy spróbować tego leku. Nadchodził sprawdzian z matematyki, której tak bardzo nienawidzę, postanowiłam spróbować.
Na początku nie wiedziałam, jak się do tego zabrać. W końcu przypomniało mi się, że moja koleżanka Eveline, która mi to dała, powiedziała, że to się wciąga, lub jak kto woli, dać w żyłę. Przed strzykawkami uciekałam jak przed ogniem, więc pozostało wciąganie. Wysypałam z ampułki to 'lekarstwo' i się przyjrzałam. Wyglądało to jak mąka, nie miało zapachu. W końcu postanowiłam spróbować. Oczywiście mamy znowu nie było w domu, więc nikt nie mógł mi przeszkodzić. Wciągnęłam to nosem, nie dałam rady wszystkiego wciągnąć, dlatego połowę sobie zostawiłam.  Nagle miałam ochotę na wszystko! Uczyłam się i przychodziło mi to z łatwością! Wiedza sama wchodziła mi do głowy, a  po paru godzinach uczenia się nadal miałam chęć do życia, chciałam tańczyć, śpiewać, miałam świetny humor!
Poszłam do szkoły, niestety już nieco przymulona, dlatego poszłam do szkolnej toalety, by znów mieć chęć życia. Od razu miałam lepszy humor, zamiast pyskować nauczycielom, miałam bardzo dobry humor i cały czas ich zagadywałam, co chyba spodobało się reszcie klasy, bo stracili przez moje gadanie połowę lekcji.
Sprawdzian z matematyki poszedł mi śpiewająco, podejrzewam, że nawet kujony, które liżą dupy wszystkim nauczycielom i mają same 5, napisały dziś gorzej ode mnie, bo dział był na prawdę trudny.
Zaraz po szkole wpadła do mnie Agnes, bo chciałam jej powiedzieć o tym cudownym leku. Opowiedziałam jej, a ona, że też chce spróbować. Zadzwoniłam więc do Eveline i poprosiłam, żeby załatwiła nam po ampułce.
- Ale wiesz, tym razem będzie to trochę kosztować. - stwierdziła niepewnie dziewczyna.
- Dużo? - coraz bardziej chciałam jeszcze raz poczuć się tak jak wtedy, tak zajebiście wolna od wszystkich problemów.
- Jak dla Was cena hurtowa, 30 zł.
- No dobra, przyjdź do parku, tam gdzie wtedy.
- Wiesz, wolę raczej nie. Może mogłabym przyjść do Ciebie do domu?
- No dobra, ale dlacze.. - rozłączyła się. No nic, zapytam się jej później, jak przyjdzie.
Za niecałe 20 minut była już pod moimi drzwiami. Weszła do domu, jakby chciała, żeby nikt jej nie widział.
- Masz, dawaj kasę, śpieszę się.
Wcisnęła mi dwie ampułki.
- Kasa!
- Najpierw mi powiedz, co to jest. Co to za lekarstwo, nawet nie wiem co mi dajesz!
- Amfetamina.
- ŻE CO?
- Amfetamina. Taki narkotyk. Jak wzięłaś już raz, nie wywiniesz się z tego, maleńka. No nic, ja muszę lecieć, trzymaj się. Masz - dała mi jakąś kartkę. - tu są numery dilerów.
Kurwa, w co ja się wkopałam. Niby nie chciałam tego ciągnąć, ale chęć wciągnięcia była tak duża, że nie mogłam już wytrzymać, choć to tylko parę godzin. Dałam kasę Eveline, po czym ona poszła.
- Agnes, w co my się wplątałyśmy.
- Sama mówiłaś, że po nim świetnie się czułaś, więc nic nie mów, tylko daj mi moją ampułkę.
- Masz, bierzesz to na swoją odpowiedzialność.
Usiadła na podłodze, by dosięgnęła do mojego stolika nocnego. Powiedziałaś, jak to zrobić, gdy wciągała, przyjrzałaś się jej uważnie. Oparła się plecami o moje łóżko i zamknęła oczy. Chwilę po tym wstała, włączyła radio (tak, czasem lubię posłuchać trochę komerchy) i zaczęła tańczyć i śpiewać.
- Masz rację, to jest świetne! No dawaj, wciągnij!
Powtórzyłam tę samą czynność, co Agnes przed chwilą. Potem dołączyłam do niej.
Wieczorem w łóźku zastanawiałam się nad tym, w co ja się wpakowałam. To prawda, speed nie działał na mnie źle. Postanowiłam na razie nic z tym nie robić.

Rano mama poinformowała mnie, że nie będzie jej przez weekend, wróci dopiero w poniedziałek po pracy. Dziś piątek, czyli nie wróci już do domu na noc! No to miałyśmy z Agnes wolną chatę, znowu! Jak dobrze, że nie zaproponowała mi, żebym pojechała do taty.
- Halo? Agnes? Mam wolną chatę na weekend!

CDN...

wtorek, 5 marca 2013

opowiadanie cz. 2

Wróciłyśmy do domu około 3 nad ranem. Dziś też postanowiłam nie iść do szkoły, Agnes też nie. Spałyśmy do 13, potem Agnes musiała iść. Około 17 mama przyjechała. Od razu zaczęła się mną interesować:
- Słuchaj, nasza sąsiadka widziała Cię z Agnes o 3 nad ranem, jak wchodziłyście do klatki.
- No bo.. bo ona dziś u mnie nocowała i postanowiłyśmy pójść do sklepu całodobowego po chipsy.
- No dobra... idź już.- czułam, że nie do końca mi wierzyła, ale w końcu dała mi spokój.
Poszłam do pokoju i siedziałam do wieczora przed laptopem. Wieczorem przyszła do mnie mama.
- Kochanie, może pojechałabyś w tym tygodniu do taty? - nie wspominałam? Moi rodzice się rozwiedli, gdy miałam 5 lat. Od tego czasu co jakiś czas jeżdżę do taty, wtedy też chodzę do szkoły, tata mieszka 25 min. od mojej szkoły, po drugiej stronie Warszawy.
- No nie wiem, tata mówił, że wyjeżdża w delegację.
- Porozmawiam z nim, może pojedziecie razem.
Nawet nie zapyta, czy ja tego chcę, strasznie mnie to denerwuje, że porusza mną jak marionetką, to straszne. Jeszcze tylko 3 lata i mnie u niej nie będzie, wylatuję do stanów, do cioci.
Znowu wsadziłam nos w komputer i włączyłam Marilyna Mansona, żeby ją zdenerwować. Wyszła, mówiąc coś w stylu 'czego Ty słuchasz, dzieciaku'. Wzięłam głośność na full, zaczęłam śpiewać i machałam głową.
Następnego dnia powiedziałam mamie, że głowa mnie boli, powiedziała, że mam nie udawać, po prostu mogę zostać w domu. Gdy wyszła do pracy, poszłam do parku pospacerować. Wydawało mi się, że co czwarty przechodzeń to ćpun. Usiadłam na ławce. Po chwili obok mnie usiadła jakaś dziewczyna, okazało się, że to moja przyjaciółka ze starej szkoły.
- Jak Ci idzie w szkole?
- Mogło być lepiej.
- Wiesz co, mam taki świetny lek, który pomógł mi w nauce.
- Lek? Jaki?
- Nie znam nazwy, ale on na prawdę jest super, przetestowany przeze mnie! Masz - wcisnęła mi małą ampułkę do ręki. - jak będziesz chciała - spróbujesz.
- Jasne, hm, dzięki! Daj mi swój numer telefonu, może się jeszcze zdzwonimy!
Pożegnałyśmy się i poszła w swoją stronę.
Tymczasem zadzwoniła do mnie Agnes. Tym razem to ja miałam u niej 'nocować'. Jej rodzice wyjeżdżają na weekend.
Znowu poszłyśmy do 'Stereo', ale przedtem cały czas myślałam o tym, czy rzeczywiście myślałam, czy nie spróbować tego 'leku'.
W klubie znów świetnie się bawiłyśmy. Miałyśmy stałą paczkę. W pewnym momencie ktoś zapytał nas, czy zapalimy skręta. Trochę się wahałyśmy, ale w końcu zapaliłyśmy. Leżałyśmy potem na kanapach i rozkoszowałyśmy się, niczym nie martwiąc.


CND...