piątek, 8 lutego 2013

opowiadanie rozdział 18

Gdy uspokoiłaś się już trochę, poszłaś do szpitalnej łazienki. Białe kafelki - jak w więzieniu. Po lewej stronie lustro i umywalka, po prawej ubikacja. Byłaś strasznie zdesperowana, nie widziałaś sensu życia. Byłaś załamana nerwowo, ale również wściekła. Pod wpływem impulsu rozbiłaś lustro, wzięłaś jeden odłamek, osunęłaś się ze ściany na podłogę i zaczęłaś podcinać sobie żyły w obu rękach.

Obudziłaś się  z obandażowanymi rękoma w nadgarstkach. Nie pamiętałaś, co się dzieje. Przyjrzałaś się bliżej pokojowi. Stwierdziłaś, że jesteś w izolatce. Po chwili wszedł jakiś lekarz wraz z Twoją mamą. Był ubrany w biały kitel, wyglądał jak szalony naukowiec przez te nastroszone włosy. Mama wyglądała na bardzo zmartwioną.
- Witam, rozmawiałem już z Twoją mamą i postanowiliśmy po Twoim leczeniu wysłać Cię do szpitala psychiatrycznego. - w jego ustach to brzmiało jakby powiedział 'hej, idziemy do wesołego miasteczka!'. Irytował Cię. Ale zaraz zaraz. Co on powiedział?
- Że co proszę? Nie wyślecie mnie do wariatkowa, co to to nie!
- Ale kochanie, to... - nie zdążyła dokończyć moja mama.
- Dla Twojego dobra, wiem, ale ja tam nie chcę! Robicie ze mnie jakiegoś świra! - po tych słowach odwróciłaś się do nich plecami.
W końcu wyszli, miałaś już ich dosyć.
Na stoliku przy łóżku leżał Twój telefon. Wybrałaś numer swojej przyjaciółki, ale w ostatniej chwili, gdy już miałaś do niej zadzwonić, powstrzymałaś się i rzuciłaś telefonem o ziemię. Rozpadł się na kawałki.
Postanowiłaś ze sobą skończyć. Te cudowne wakacje zamieniły się w piekło na ziemi. Wstałaś z łóżka i podeszłaś do okna. Pierwsze piętro. Gdybyś skoczyła, pewnie uszłabyś z życiem, najwyżej cierpiałabyś jeszcze bardziej, gdyż cała byś się połamała. To nie miałoby najmniejszego sensu i zamknęliby Cię jeszcze szybciej. Usiadłaś na łóżku i zaczęłaś myśleć, jak popełnić samobójstwo.
Sprawy zeszły dalej niż samobójstwo, David. Nawet nie przyszedł. Nie mam już dla kogo żyć.
Powiesić się? Nie. Zbyt oczywiste. Rzucenie się pod pociąg? Nie wypuszczą Cię ze szpitala.
Wpadłaś na genialny pomysł i postanowiłaś od razu wprowadzić go w życie.

Po ubłaganiu, byś wyszła z izolatki, postanowiłaś udać się do apteki niedaleko szpitala.
- Dzień dobry, poproszę jakieś tabletki nasenne, 3 paczki.
Pani dziwnie się popatrzyła, ale sprzedała Ci je. W sumie, byłaś w szpitalnej piżamie, też byś się zdziwiła, gdybyś zobaczyła kogoś takiego na ulicy.
Poszłaś do parku przed szpitalem. Usiadłaś na ławce i rozpakowałaś tabletki. Trochę się denerwowałaś, ale już nie chciałaś żyć. Do dupy z takim życiem. Stało się. Połknęłaś tabletki. Niedługo po tym, Twoje serce przestało bić.
Znalazł Cię David. Płakał. Twój pogrzeb odbył się bardzo uroczyście, przyszli wszyscy Twoi znajomi, rodzina, nawet Francisco.
David niedługo po tym nie chciał poznawać nikogo innego, więc wstąpił do zakonu.


PODOBAŁO SIĘ? SKOŃCZYŁAM, BARDZO PROSZĘ O KOMENTARZE, TO DLA MNIE BARDZO WAŻNE, UWIELBIAM JE CZYTAĆ <3
Piszcie też, o czym chcecie następne opowiadanie - o ćpunach, kolejne o miłości, czy może macie swoje pomysły? PISZCIE, PROSZĘ <3

3 komentarze:

  1. Ech własnie przeczytałam całe opowiadanie i nie podoba mi sie ani fabuła ani to jak piszesz :P ale zaczne czytac nowe i moze mi sie spodoba.
    zalamało mnie to ze umarła to bez sensu xd powinnna zyc z Dawidem :P

    OdpowiedzUsuń